Uprość procesy w małej firmie: standardy, które naprawdę się sprawdzają
W małej lub średniej firmie wszystko jest osobiste. To siła: krótkie drogi, szybkie decyzje, wszyscy się znają. I to jest też ryzyko: jeden urlop, jedna choroba, jedno odejście i nagle nikt nie wie, jak dane zadanie naprawdę przebiega.
Liczba, która to uwidacznia, to rozrzut. Weź zadanie, które wykonuje kilka osób, i zmierz je trzy razy na osobę. Nie po to, żeby porównać, kto jest szybszy, lecz żeby zobaczyć, jak bardzo rozjeżdżają się sposoby wykonania.
Rzeczywisty przykład: to samo zadanie, pięć osób, zmierzone czasy 22, 26, 31, 38 i 45 minut. Ten rozrzut to nie różnica talentu. To brak standardu. I jest kosztowny, bo planowanie opiera się na średniej, a rzeczywistość zjawia się z 45 minutami.
Druga liczba to wskaźnik poprawek. Ile zadań wraca, jak często ktoś musi robić je jeszcze raz? Zapisz przyczyny, a rzadko znajdziesz dwadzieścia różnych. Zwykle są trzy i powtarzają się.
Standard to nie klatka, to najlepszy znany sposób, dopóki ktoś nie znajdzie lepszego. Tak też powinien być spisany. Napisz go samotnie przy biurku, a nigdy nie dotrze do hali. Napisz go z ludźmi, którzy przechodzą tę drogę codziennie, a sami ci go przekażą.
Pułapka: uczynienie najszybszej osoby punktem odniesienia. Standard to nie najlepszy czas w dobry dzień, to najlepszy bezpieczny sposób, który po tygodniu opanuje nowy kolega. W przeciwnym razie masz standard, którego nikt nie przestrzega, a to jest gorsze niż brak standardu.
Pierwszy krok: weź zadanie, które generuje najwięcej pytań. Obserwuj je trzy razy, spisz najlepszy sposób, przetestuj go z zespołem przez tydzień. Potem decyduje przepływ, nie nastrój dnia.